Baiyoke Sky Hotel

Baiyoke Sky Hotel odwiedziliśmy przy okazji pierwszego wyjazdu do Tajlandii. To była nasza ostatnia noc w Bangkoku, a przed powrotem do Polski chcieliśmy czegoś WOW. Najwyższy hotel w Tajlandii, jeden z najwyższych na świecie, taras widokowy, pokój w strefie Sky Zone – to wszystko miało sprawić, że będziemy bardzo zadowoleni z naszego wyboru.

Baiyoke Sky Hotel

Chaos

To słowo jako pierwsze przychodzi mi na myśl, gdy wspominam pobyt w Baiyoke Sky. Przed hotelem tłum turystów, tuk tuki, taksówki, deszcz. Przy wejściu podbiega do nas portier, kieruje do windy i jedziemy na 18 piętro, gdzie znajduje się recepcja. Proces zameldowania trwa bardzo długo, nasze bagaże już dawno zniknęły, a my nadal wypełniamy jakieś dokumenty.

Niemiłym zaskoczeniem jest też depozyt w wysokość 100$, który musimy zapłacić przy zameldowaniu się. To już nasze ostatnie godziny w Bangkoku, ale jakimś cudem mamy przy sobie taką gotówkę. Po około 40 minutach odbieramy klucze, a właściwie karty magnetyczne, i jedziemy na 62 piętro.

Oczekiwania kontra rzeczywistość

Nie da się ukryć, że hotel ma już swoje lata i w zasadzie widać (i czuć) to na każdym kroku. Pokój zdecydowanie odbiega od 4* standardu, ale jest dość przestronny. Mamy w nim sejf, czajnik elektryczny, kawę i herbatę, napoje alkoholowe w minibarku. W łazience czekają pantofle i szlafroki, mamy do wyboru prysznic i wannę. Odliczam sekundy do prysznica, którego niestety nie mogę wziąć, bo w pokoju nie ma jeszcze naszych bagaży. Plecaki docierają po 10 minutach, a zaraz po nich talerz świeżych owoców.

Okazuje się też, że w ramach naszej rezerwacji możemy skorzystać z bezpłatnego masażu stóp w strefie SPA, wystarczy jedynie telefonicznie zarezerwować godzinę wizyty. Dzwonimy i umawiamy się na 19:00.

Baiyoke Sky Hotel

Inaczej wyobrażałam sobie pokój w Sky Zone. Przede wszystkim spodziewałam się o wiele większych okien, albo chociaż odrobinę czystszych. Nie jestem pewna czy ciężkie zasłony były prane w przeciągu ostatniego roku, chyba nie… Ale niedogodności wynagradza widok na miasto.

Około 20 wybieramy się na taras widokowy, po drodze kilka razy gubimy się w windach. Ze względu na ilość gości hotelowych i turystów ciężko na spokojnie cokolwiek zobaczyć. Tłum jak na promocji karpia w Lidlu. Rezygnujemy i wychodzimy na miasto.

Na taras wracamy tuż przed zamknięciem o 23 i dopiero wtedy możemy podziwiać piękne widoki bez tłumów, jesteśmy tam w zasadzie sami, i taką właśnie godzinę Wam polecam żeby na spokojnie nacieszyć oczy.

Po 23 wracamy do pokoju znowu gubiąc się między windami i okazuje się, że dobre wifi nie jest mocną stroną tego hotelu.

Baiyoke Sky Hotel

Rano rezygnujemy ze śniadania, bo śpieszymy się na lotnisko. Około 6 wychodzimy z pokoju, na szczęście kolejki do wymeldowania się nie ma prawie w ogóle. Odzyskujemy nasze 100$, a portier oferuje że podwiezie nas do stacji Ratchaprarop, z której odjeżdża Rail Link na lotnisko. Z hotelu na przystanek jest około 5 minut, ale korzystamy z transportu białym meleksem. Ostatni rzut okiem na budzący się Bangkok i wsiadamy do pociągu w stronę lotniska.

Baiyoke Sky Hotel – rezerwować czy nie rezerwować?

Niewątpliwą zaletą (i wg mnie jedyną) Baiyoke Sky Hotel jest taras widokowy. Ale żeby się tam znaleźć nie musice wcale być gościem hotelowym. Opcje są dwie – kupić bilet jedynie na taras, którego koszt to 400 bath lub wybrać się na kolację do restauracji na 76 piętrze, a wtedy wejście na taras będzie dla Was darmowe.

Czy zarezerwowałabym pokój w Baiyoke Sky Hotel ponownie? Zdecydowanie nie. Stosunek ceny do jakości wypada tu niestety słabo. Na każdym kroku jest tłoczno, a hotel lata świetności ma już za sobą. Przyznaję plusa za darmowy masaż, ale to za mało żeby wrócić tu ponownie. Za ponad 300zł za dobę można znaleźć coś naprawdę lepszego – np. skorzystać z Airbnb.

Jedynie widok z 84, to coś z czego zdecydowanie nie należy rezygnować podczas pobytu w Bangkoku.

Share:
%d bloggers like this: